Cytaty

Wszystkie powyższe idee przemawiały do młodych ludzi. „Jeśli w 1914 roku młodzież rywalizujących ze sobą krajów nawoływała do wojny — przekonuje historyk Michael Howard — to dlatego, że przez okres życia całego pokolenia lub nawet dłużej uczono ją wołać”. Straszliwe wspomnienia dręczące francuskich i niemieckich weteranów z lat 1870-1871, koszmar rosyjskich żołnierzy, którzy w latach 1904-1905 przeżyli tragiczną wojnę z Japonią, ledwie przebiły się do świadomości nowej generacji. Młodzi gloryfikowali ideał poświęcenia władznego życia, który sędziwi przedstawiciele klas rządzących — politycy, dziennikarze i duchowni — uwznioślali, posłuszni tradycyjnemu, bezrefleksyjnemu odruchowi.

Paul Ham, 1914. Rok końca świata, tłum. Adam Tuz, Prószyński i S-ka, 2015

Reklamy

Pomimo tego, że Hitler wielokrotnie upierał się, iż polityka jest sprawą mężczyzn, pojawiła się nazistowska organizacja kobieca, samozwańczy Niemiecki Zakon Kobiet, założony w 1923 r. przez Elsbeth Zander, przyjęty w poczet „oddziałów” Partii Nazistowskiej w 1928 roku. Policja oceniała, że pod koniec dekady liczba jego członkiń osiągnęła 4000, czyli stanowiły ponad połowę wszystkich 7625 członków Partii Nazistowskiej. Niemiecki Zakon Kobiet był jedną z owych pełnych paradoksów organizacji kobiecych, które głośno i aktywnie działały na rzecz usunięcia kobiet z życia publicznego: był wojowniczo antysocjalistyczny, antyfeministyczny i antysemicki. Jego praktyczna działalność obejmowała prowadzenie kuchni wydających zupy dla brunatnych koszul, pomoc przy akcjach propagandowych, ukrywanie broni i sprzętu nazistowskich bojówek paramilitarnych, gdy te znalazły sie na celowniku policji, oraz zapewnianie opieki rannym aktywistom poprzez jego podorganizację „Czerwoną Swastykę”, nazistowską wersję Czerwonego Krzyża.

Richard J. Evans, Nadejście Trzeciej Rzeszy, tłum. Mateusz Grzywa, Napoleon V, 2015

„Armie sporządzają plany” — tymi słowy John Keegan rozpoczyna swoją wspaniałą książkę poświęconą historii I wojny światowej. Chce przez to powiedzieć, że wojskowi za wczasu nanoszą na mapy swoje operacje i ich scenariusze. Jeśli spojrzeń na to szerzej, planują wojnę: szkolą i wyposażają żołnierzy, organizują system transportu, studiują teren, opracowują operacje i strategie, gromadzą zapasy uzbrojenia. Stanowi to oczywisty element samoobrony każdego kraju. Jednakże ten sam fakt, o którym Keegan czuje się zobowiązany wspomnieć, stanowi zbawienne przypomnienie prawy, że wojny nie zdarzają się same z siebie; wojny są rezultatem decyzji podejmowanych zwykle przez wąskie grupy możnych ludzi w podeszłym wieku, a nie zrządzeniem Boga, Darwina czy jakichś „-izmów”, takich jak nacjonalizm, czy patriotyzm.

Paul Ham, 1914. Rok końca świata, tłum. Adam Tuz, Prószyński i S-ka, 2015

Przerażająca jest wizja uniformistycznej cywilizacji światowej, z tymi samymi wszędzie wieżowcami i systemami autostrad, z tymi samymi stylami myślenia w sztuce, muzyce, ubiorach, tymi samymi sposobami myślenia — zarówno konformistycznego, jak opozycyjnego — tymi samymi środkami ucieczki od życia. Praktyka uczy, jak często taka uniformizacja, od której nie ma ucieczki, wyjaławia umysł ludzki, pcha go do odruchów rozpaczy.

Benedykt Zientara, Świt narodów europejskich, Wydanie drugie, PIW, 2017

Niwelacja dotyczyła także bogactwa grup etnicznych Europy, zachodniej Azji i północnej Afryki, które zostały podporządkowane przez Rzym. Myśliciele rzymscy dostrzegali ten problem, widzieli nawet krzywdy doznawane przez ujarzmiane ludy, ale całość procesu oceniali pozytywnie. Rzymianie wprowadzali porządek w świat chaosu, zapobiegali bezmyślnej wojnie „wszystkich przeciw wszystkim” — stwierdzał Tacyt. Wtórował mu św. Augustyn, którego nie sposób posądzić o bezmyślny szowinizm. „Czyż doprawdy Rzymianie zaszkodzili w jakiś sposób ujarzmionym przez się narodom, gdy narzucili im swe prawa? Chyba jedynie przez to, iż dokonali podboju za cenę olbrzymiego przelewu krwi w czasie wojen”. Po czym Ojciec Kościoła stwierdza, że lepiej byłoby, gdyby Rzymianie opanowali świat za zgodą ludów go zamieszkujących.  Jak już stwierdziliśmy, jedynie Orozjusz we wstępie do V księgi swej Historii zdobył się na refleksje nad skutkami „miserabilis vastatio multarum et bene institutarum genitum”. Nie dostrzegano, ile źródeł kultury, ile bogactwa spontanicznej twórczości znikło pod wyrównującym wszystko walcem grecko-rzymskiej cywilizacji.

Benedykt Zientara, Świt narodów europejskich, Wydanie drugie, PIW, 2017

Istnienie tego tworu zależne było od rezultatu starcia między Plantagenetami a Kapetyngami we Francji. Albo — jak się w rzeczywistości stało — Kapetyngowie usuną rywali z kontynentu i Plantageneci staną się tylko królami Anglii, albo ci ostatni usuną Kapetyngów z tronu Francji i stworzą wielkie francuskie imperium, obejmujące również wyspę; albo też podział Francji utrwali się i powstaną dwa francuskojęzyczne państwa, które w dalszym ciągu mogą się połączyć. Tylko w tym pierwszym wypadku Anglia mogła pozostać Anglią.

Benedykt Zientara, Świt narodów europejskich, Wydanie drugie, PIW, 2017

W ścisłym związku z państwem lub jego tradycją jest historia drugim ważnym czynnikiem kształtowania się wspólnoty narodowej, przy czym słusznie, jak podkreślił Halvdan Koht wspomnienia wspólnych klęsk cementowały naród silniej niż dzieje sukcesów. Jak dla Francuzów świętością było wspomnienie o heroicznej klęsce Rolanda w wąwozie Ronceveaux, a dla Walijczyków — bohaterskie, choć nieszczęśliwe zmagania z najeźdźcami anglosaskimi, tak dla Norwegów ogromne znaczenie miała tragiczna postać Olafa Tryggvasona i klęska pod Svolder w 1000 roku. Pamięć o klęskach pozwala utrzymać niechęć czy nienawiść do „dziedzicznych wrogów” i pogłębiać świadomosć różnicy między dziedzicami tradycji, określanymi w kronikach zaimkiem „my”, a sąsiadami.

Benedykt Zientara, Świt narodów europejskich, Wydanie drugie, PIW, 2017

Reklamy