Cytaty

Archive for Czerwiec 2012

K.S.: Czy coś trzeba zmienić w przepisach, żeby dopracować się dobrych standardów w tej dziedzinie?

E.Ł.: Nie podzielam takiego poglądu. Mam wręcz za złe politykom i dziennikarzom, że tak fetyszyzują przepisy. Ustawicznie mówią o potrzebie „nowych przepisów”. Gdy tylko coś jest nie tak, zaraz podnosi się larum: zmieńmy prawo. Jeśli dla polskich dziennikarzy jedynym konkretem będzie przepis do zmiany, wówczas będą oni poruszali się w świecie bytów normatywnych, które są ułudą i tylko odciągają uwagę od tego, co naprawdę należy zrobić, żeby życie prawne kształtowało się według przyzwoitych zasad. Dziennikarze nie widzą na przykład, jak administracja oskarża „złe przepisy” tam, gdzie sama nie chce zmienić własnej oportunistycznej praktyki. Znowu byliśmy tego świadkami przy okazji zajść podczas zgromadzeń w dniu Święta Niepodległości 11 listopada 2011 roku. Ten przykład nadaje się wręcz za „studium przypadku”, jak wodzić za nos media i publiczność.

Ewa Łętowska Rzeźbienie państwa prawa. 20 lat później, (Ewa Łętowska w rozmowie z Krzysztofem Sobczakiem), Wolters Kluwer Polska, Warszawa 2012

Pewien mądry przedwojenny sędzia kiedyś mi wytłumaczył, dlaczego w czasach Polsku Ludowej bito w śledztwie. „Bo oni inaczej nie potrafią dotrzeć do prawdy” — mówił. Nie dlatego, że są genetycznie czy politycznie ukierunkowani, ale dlatego, że po prostu są nieprofesjonalni.

Ewa Łętowska Rzeźbienie państwa prawa. 20 lat później, (Ewa Łętowska w rozmowie z Krzysztofem Sobczakiem), Wolters Kluwer Polska, Warszawa 2012

E.Ł.: […] Moim zdaniem czasem nie warto się sprzeczać, wystarczy, że napisze się zdanie odrębne. I znowu proszę zauważyć: są zdania odrębne od zasady rozstrzygnięcia, są od uzasadnienia […], są wreszcie od sposobu argumentacji. […] Zwłaszcza te ostatnie separata nie przysparzają przyjaciół. Sąd to zespół. Dlatego decyzja o napisaniu separatum jest nie tylko kwestią przekonań czy wiedzy, lecz jest to także problem decyzji, czy rzeczywiście muszę zająć tak jednoznaczne stanowisko. Bo oto mam objawić światu, że ja się nie godzę, non possumus. Konieczna jest decyzja, czy to się opłaca, czy też może lepiej zacisnąć zęby i dalej pracować w tym samym zaprzęgu.

K.S.: Zdaje się, że było sporo takich przypadków, kiedy decydowała się pani powiedzieć: non possumus.

E.Ł.: Trochę ich było, zwłaszcza w końcówce kadencji, gdy miałam już perspektywę końca i gdy ugruntował mi się pogląd na szanse perswazji i kompromisu. Ale często miałam z tym problem.

Ewa Łętowska Rzeźbienie państwa prawa. 20 lat później, (Ewa Łętowska w rozmowie z Krzysztofem Sobczakiem), Wolters Kluwer Polska, Warszawa 2012

Sądzenie składa się z trzech elementów. Pierwszy to aksjologia, czyli czy się jest za czy przeciw w jakiejś sprawie. Każdy ma jakieś skłonności — ku temu czy tamtemu. Kwintesencję tego stanowi stara anegdota prawnicza opowiadająca o tym, jak pewien sędzia rozpatrując skargę na kobietę, która dolewała wodę do mleka, czyli je fałszowała, wymierzył jej najniższy możliwy wyrok, ale mieszczący się w widełkach kary. Pytany, dlaczego tak łagodnie ocenił ten czyn, stwierdził: bo sąd lubi chudy ser. To takie ludzkie zachowanie, ale w przypadku sędziego potrzebne jest w tej dziedzinie pewne wyczucie, zachowanie proporcji, a nie kierowanie się tylko upodobaniem. Drugi element to know-how. Co z tego, że ktoś wie, iż coś jest nie w porządku, jeśli nie umie tego prawniczo wykazać? I to jest akurat coś, co ja sama cenie najwyżej w kunszcie prawniczym. To kwestia wykształcenia, doświadczenia, umiejętności, również pisarskich, a także pewnej inwencji.

Ale jest także trzeci element, a mianowicie chęć i umiejętność przekonania innych albo uparcie się przy swoim stanowisku. Co z tego, że bywają mądrzy ludzie, jeśli oni tę mądrość mają tylko dla siebie? Ten etap obejmuje konieczność oceny, czy należy się upierać, a także w jakich formach ma to występować. Wyrok zapada większością głosów. Można być przeciwko niemu i dać się przegłosować. Wtedy jest się w porządku, nie głosuje się za tym rozstrzygnięciem — lecz nikt o tym nie wie. Czy należy ujawnić własne zdanie, czy ono ma przybrać postać votum separatum, jak wreszcie to separatum powinno być napisane? Czy należy w nim wzmocnić argumentację przeciwko rozstrzygnięciu albo napisać je w opozycji do argumentacji zastosowanej w zdaniu większości? Trzeba też pamiętać, że uparcie się przy swoim stanowisku nie zjednuje sympatii ze strony reszty składu orzekającego. A to przecież praca zespołowa. Jest więc pytanie, do jakiego momentu można godzić się ze zdaniem większości, a gdzie zaczyna się nasze własne non possumus.

Ewa Łętowska Rzeźbienie państwa prawa. 20 lat później, (Ewa Łętowska w rozmowie z Krzysztofem Sobczakiem), Wolters Kluwer Polska, Warszawa 2012

Historycznie rzecz ujmując, dobra załoga na kiepskim okręcie jest lepsza niż kiepska załoga na dobrym, co w dzisiejszych czasach, w pogoni za najnowszymi ulepszeniami technicznymi, w znacznym stopniu wyrzuciliśmy z pamięci.

Alfred Mahan (za Przemysław Krajewski, Wielka, mała flota, SMiO luty 2012)

Chrześcijaństwo katolickie było postrzegane — i w pewnym sensie również samo siebie tak postrzegało — jako ideologia, głoszona przez określoną instytucję, która generuje szereg innych instytucji do przeforsowania swoich interesów i swojego wpływu. Wezwanie Piusa XII, aby katolicy w epoce nasilającego się liberalizmu i socjalizmu zakładali „przeciwko partii — partię katolicką, przeciwko stowarzyszeniu — stowarzyszenie katolickie, przeciwko prasie — prasę katolicką”, dobrze wyraża ową mentalność budowania „równoległego świata”, związanego z katolicyzmem (Bundeskatholizismus), oraz inflację „katolickich” instytucji i organizacji, od związków zawodowych po kluby sportowe. Ideałem katolika było urodzić się w katolickiej porodówce, ukończyć różne stopnie szkół katolickich, znaleźć zatrudnienie u katolickiego pracodawcy, należeć do katolickich związków zawodowych, wybierać katolicką partię, działać w katolickim klubie sportowym czy kulturalnym, czytać prasę katolicką i „dobre katolickie książki”, umrzeć w obecności księdza i być pochowanym na katolickim cmentarzu. Czy taki katolicyzm może być „solą ziemi” i „zaczynem, który zakwasi całe ciasto?”

Tomas Halik Od katolicyzmu do katolickości, Wykład w Lublinie (KUL, lipiec 2004, z późniejszymi zmianami), we: Wzywany czy niewzywany — Bóg się tutaj zjawi, tłum. Andrzej Babuchowski, WAM 2006

Doświadczenie historyczne uczy, że państwo, mające mocne podstawy ekonomiczne i duży potencjał naukowy, jest w stanie w ciągu zaledwie kilku lat zbudować silną i nowoczesną armię.

Hubert Mordawski Polskie lotnictwo wojskowe 1920-1939. Od tryumfu do tragedii. Wydawnictwo Dolnośląskie 2011



Kategorie