Cytaty

Archive for Kwiecień 2010

Adamowi Mickiewiczowi przypadło w udziale przygotować kilka szklanek mających obcięte dno i zaklejonych z jednej strony pęcherze, jak również i dostarczyć żywego wróbla. Z tych szklanek, przy pomocy pompy pneumatycznej dokonał on wystrzałów, wróbla zaś pozbawił możności oddychania ku wielkiej uciesze nauczyciela i obecnej na egzaminie publiczności.

Z listu Aleksandra Mickiewicza (brata Adama), wykorzystanym przez Leonarda Podhorskiego-Okołowa (Realia Mickiewiczowskie) — słowa przytoczone przez Juliana Tuwima (Cicer cum caule, ISKRY 2006)

A pod względem zacietrzewieia partyjnego politykujący literaci stają się stokroć gorsi od prawdziwych polityków: mają więcej naiwnej wiary w swoją „misję”, brak im korektury pewnego zbawiennego sceptycyzmu polityków praktycznych.

Tadeusz Żeleński (Boy) Flirt z Melpomeną (Jeszcze ostatnie widełki), PIW 1964

Przy lada okazji wschodzi u nas brzydki chwast naszego życia umysłowego: szowinizm. Dziwnie nie umiemy zachować miary: to pomiatamy tym, co nasze, okazujemy jakąś przesadną nieśmiałość, to znów puszymy się diabli wiedzą z czego i wynosimy dość pociesznie nad drugich. Niedawno ubawiliśmy się pewnym aktorem, który, przyjechawszy pierwszy raz do Paryża i odwiedziwszy Komedię Francuską, napisał kilka felietonów druzgocących ten teatr za to, że grają tam w innym stylu i deklamują wiersz inaczej, niż on do tego nawykł w Krakowie i w Łodzi. To mniej więcej tak, jakby ktoś orzekł, że najmniej religijnym narodem na świecie są Żydzi, bo siedzą w bożnicy w kapeluszach. W innym znów felietonie z Paryża czytaliśmy zdanie, że w Warszawie grywa się Caillaveta i Flersa „bardziej po francusku” niż w Komedii Francuskiej…

Tadeusz Żeleński (Boy) Flirt z Melpomeną (Pod znakiem guignolów), PIW 1964

Szukam właściwych słów… Nie chciałbym, pod koniec mego życia, aby to telewizja rządziła światem. To byłoby zbyt smutne. Ale wydaje się, że nasza percepcja rzeczy przekazywanych przez media staje się dużo ważniejsza niż nasza historia, niż nasza rzeczywistość.

Andrzej Wajda w wywiadzie dla Le Monnde.

Ogień

Posted on: Kwiecień 26, 2010

Przez ostatnie dwa dni byłem przybity wysławianiem „Ognia”. Pan Przewoźnik, ten od ochrony pomników i miejsc pamięci, podczas uroczystości powiedział, ni mniej, ni więcej, że „Ogień” stanowi dla młodzieży „wzór postępowania”. A że zabijał? Zabijał komunistów. (O Żydach w ogóle się nie wspomina, używa się czasem słowa, że bohater był „kontrowersyjny” — i to wszystko.) Żadna gazeta nie odważyła się podważyć jego chwały — żaden publicysta, jak na razie, nie wszczął polemiki (chociaż sami Podhalanie mają mu wiele do zarzucenia — wiedzą o morderstwach i grabieżach). Zabijał „komunistów” — to znaczy partyjnych. Ale zastanówcie się: czy zabijanie bezbronnych ludzi — o odmiennych poglądach, o odmiennejw izji Polski — nie w walce — czy to nie jest bandytyzm? Niektórzy ukuli porównanie: to był taki „Kmicic”, watakżka, który „i swoim był ciężki”. Jeśli „Kmicic”, to bez okresu skruchy, bez przełomu, który uczynił zeń „Babinicza”.

Ja żyję dzięki temu, że pewnej lipcowej niedzieli w 1946 zrezygnowałem — nie z obawy, ale przez lenistwo — z wycieczki naszej krakowskiej redakcji do Zakopanego. Ciężarówkę zatrzymali ludzie „Ognia”, szukali ofierów Żydów. Nie było nikogo. Przyczepili się do księgowego, porucznika Iglickiego, kazali mu rozpiąć spodnie. Rozczarował ich — nie było kogo zabijać. Powtarzam się: opis tej przygody, której nie było, bo zostałem w domu, jest w Nie boję się bezsennych nocy. Ale brak tam puenty: że lenistwo może ocalić życie.

Józef Hen Dziennik na nowy wiek, WAB 2009

O Ty, dla której więcej niż w embrionach
Grzmi ictus cordis w mej „piersiowej jamie”.
Pozwól, niech Tobie z lutni po Amfionach
Odziedziczonej, w melodyjnej gamie
Zadzwoni oda, pełna boskich żarów —
Hymn — twych zielonych godny okularów!


Ni bym się ważył u stóp twych „paluchów”
Składać trywialne sonety lub ronde’y,
Boś ty jest wyższą od poziomych duchów
I wciągasz wszystko w zakres lupy, sondy,
I „ściśle biorąc rzecz”, widzisz w miłości
„Fizjologiczny objaw konieczności”!


Ty byś wyśmiała mnie, gdybym banalnie
Rzekł, żeś „do jodły podobna ze smukłości”,
A więc powiedzieć muszę, że „normalnie
Są zbudowane twe mięśnie i kości”.
(Tyle rzec mogę „ab invisis” — z góry,
Boś się wyparła przesądów — turniury.)


Ty byś wyśmiała mnie, gdybym twe usta
Chwaląc — powiedzia, że „są jak kalina”,
Więc znając twoje naukowe gusta,
Powiem, że krasą ust twych „Hematyna”,
Która zapewne — świadkiem twoja cera —
Pół-siódma od sta żelaza zawiera.


Więc też nie nazwę ząbków twych „perłami”,
Stary kochanków powtarzając Koran,
Bo ty wiesz dobrze — mówiąc między nami —
Że to nie perły, lecz — „wapnia fosforan,
Tkanka chrząstkowa i trochę cementu”,
I śmiałabyś się z mego komplementu.


Więc ci nie powiem, ksieni Eskulapa,
Że „dla cię tylko me serce uderza” —
Lecz muszę rzec już: „Serca mego klapa
Dla cię wciąż telenem treść moją odświeża,
Pędząc krwi ciałka, mą miłością żarne,
Przez płuca w żyły– w klatki kapilarne”.


Ni ci też powiem, że „o tobie myślę
Ciągle — żeś całą mi zabrała duszę”,
Lecz wiedząc, jak ty wyrażasz się ściśle,
Także o większą ścisłość się pokuszę,
Mówiąc, że świeci w idealnym blasku
Obraz twój wryty — w mym „mózgowym piasku”.


Ani też wiecznych, dogrobowych ślubów
Robić nie będę tobie – o kochana!
Bobyś się śmiała z tych smalonych dubów,
Wiedząc, co znaczy „pierwiastków przemiana”
I że „na starość z cieplika ubytkiem,
I miłość z serca ulatuje z kwitkiem”!


Niechaj więc Wasza Uczonosć nie sarka,
Że ku Jej chwale te śpiewając hymny,
Nie mgoę roztlić jak Tass lub Petrarka
W niebiański płomień mowy nauki zimnej,
Lecz zechce zważyć, że w obliczu sondy,
Miłość i zapał — to jeno przesądy!

Włodzimierz Zagórski (1834-1892) za Julian Tuwim Cicer cum caule, ISKRY 2006

Reblog this post [with Zemanta]

Spór z erudytą Stasowem o Troilusa i Kresydę. Stasow podziwia: „Szekspir sprowadził ludzi na ziemię i każe im mówić”. Stary Lew uważa, że sztuka jest wulgarna i głupia. Stasow aż zajęczał. Lew czya niechętnie — „mam wrażenie, że straciłem tylko czas”. Chyba bym się z nim pokłócił. Widziałem Troilusa i Kresydę w latach pięćdziesiątych w Teatrze Polskim i byłem zdumiony zuchwałością tej sztuki. Jej antyrycerskim pacyfizmem. Małością herosów. Zdaje się, że Lew Nikołąjewicz czasem tracił poczucie humoru. Zwłaszcza gdy w grę wchodził mundur: budził się w nim wtedy młody, dzielny oficer spod Sewastopola.

Józef Hen Dziennik na nowy wiek, WAB 2009