Cytaty

Archive for Listopad 2010

Czynnik

Posted on: Listopad 29, 2010

Nacjonaliści rosyjscy uważają komunizm za zjawisko obce kulturze i tradycji rosyjskie, za plagę przywleczoną z Zachodu. Jednakże koncepcji komunizmu jako wirusa nie da się obronić, ponieważ, choć był on ruchem intelektualnym o zasięgu międzynarodowym, najpierw zapuścił korzenie w Rosji i wśród Rosjan, pozyskując pierwszych zwolenników w europejskiej części Rosji i wśród rosyjskich osiedleńców na kresach imperium. Nie da się zaprzeczyć, że teorie, na których opierał się bolszewizm, zwłaszcza doktryna Karola Marksa, powstały na Zachodzie. Ale jest równie bezsporne, że praktyka bolszewicka miała charakter rodzimy, bo nigdzie na Zachodzie marksizm nie doprowadził do totalitarnych wynaturzeń leninizmu-stalinizmu. W Rosji, a potem w krajach Trzeciego Świata o podobnych tradycjach, ziarna marksizmu padły na glebę pozbawioną tradycji samorządu, poszanowania dla prawa i własności prywatnej. Czynnika, który powoduje różne skutki w różnych warunkach, nie można uznać za właściwą przyczynę zjawiska.

Richard Pipes „Rosja bolszewików”, tłum. Władysław Jeżewski, Magnum 2010

Walka służyła Leninowi — konflikt polityczny był jego żywiołem. Potrzebował jednak wrogów. Poniósłszy dwie porażki — najpierw nie udało mu się wywołać rewolucji komunistycznej za granicą, a potem zbudować socjalistycznego ładu gospodarczego w kraju — oddał się całkowicie zwalczaniu wyimaginowanych przeciwników. Wrogowie, z którymi postanowił zrobić porządek, byli „winni” nie z powodu swoich działań czy nawet zamiarów, ale przez sam fakt swego istnienia.

Richard Pipes „Rosja bolszewików”, tłum. Władysław Jeżewski, Magnum 2010

Dzierżyński polecił swoim czekistom rozpocząć regularną „kampanię” w celu kompromitowania Vaderveldego; rozgłaszano, że ma on zwyczaj robić sobie manikiur i nosić sznurowane buty.

Richard Pipes „Rosja bolszewików”, tłum. Władysław Jeżewski, Magnum 2010

Tym, którzy się obawiali, że metody te zrobią złe wrażenie na zagranicy w czasie, gdy państwo sowieckie zyskuje sympatię dzięki liberalizacji gospodarki, Lenin odpowiadał, że nie ma potrzeby podlizywać się Europie: Rosja Sowiecka powinna „posunąć się dalej w zwiększaniu ingerencji państwa w <<stosunki prywatnoprawne>>, w sprawy cywilne”.

Richard Pipes „Rosja bolszewików”, tłum. Władysław Jeżewski, Magnum 2010

Historia musi odnotować, że w 1922 roku żołnierze wyznania prawosławnego plądrowali cerkwie na żądanie rządu, składającego się całkowicie z ateistów i antyklerykałów. Wrzucali do worków kielichy mszalne, którym dziesięć lat wcześniej przypisywali nadprzyrodzoną moc. Związywali popów, których dziesięć lat wcześniej uważali za cudotwórców zdolnych rzucić na nich klątwę. Strzelali do swoich braci chrześcijan dlatego, że ci próbowali bronić swoich cerkwi; i wreszcie rozstrzeliwali wyświęcone sługi Boże. Nie da się powiedzieć, że to wszystko zrobili Żydzi, Łotysze i Chińczycy. Zrobili to niestety Rosjanie i, co więcej, kraj jako całość nie wyraził sprzeciwu i nie powstał przeciwko prześladowcom, jak można by oczekiwać.

McCullagh, Persecution, s. 27 [?] za Richard Pipes „Rosja bolszewików”, tłum. Władysław Jeżewski, Magnum 2010

Przeszłość nieustannie ewoluuje w czasie. Wraz z końcem XX wieku zmienił się obraz roku 1940 — i wciąż ulega dalszym zmianom.

Stephen Bungay Bitwa o Anglię, tłum. Jan Wąsińśki, Znak 2010

To właśnie Brytyjczycy stają się tymi, którzy potrafią ocalić własną armię, ewakuując z Dunkierki na pokładzie małych statków handlowych i kutrów rybackich brytyjski korpus ekspedycyjny; to oni odmówili Hitlerowi wywieszenia białej flagi i — mimo że wszystko przemawiało na ich niekorzyść — ostatecznie odnieśli zwycięstwo. Stąd już tylko mały krok do uznania pomocy ze strony Opatrzności Bożej. Dunkierka jest prawdziwym „cudem”, radar z kolei stanowi opracowaną przez Brytyjczyków, ukrytą w cieniu magiczną siłę. Sam przebieg bitwy powietrznej zdaje się prowadzić ku beznadziejnej z pozoru sytuacji, tymczasem wtedy właśnie ma miejsce kolejne cudowne zdarzenie: nieprzyjaciel popełnia katastrofalny błąd, zmieniając cel nalotów. Zupełnie jak w większości legendarnych eposów bohater wchodzi w posiadanie magicznej broni; w tym przypadku nie jest to miecz w rodzaju arturiańskiego Excalbura, lecz samolot — słynny spitfire. Jego konstruktor, zmarły w 1937 roku Reginald Mitchell, staje się męczennikiem, który nie bacząc na stan własnego zdrowia, wykonał jakże niezbędną ojczyźnie pracę. Zgodnie z Churchillowskimi zamierzeniami herosami są alianccy lotnicy, czyli „nieliczni (ang. The Few), którym tak wielu zawdzięczało tak wiele”. Waleczny Achilles z mitologii greckiej może się pochwalić boskim pochodzeniem, lecz na zawsze pozostaje poganinem; piloci tymczasem pełnią rolę herosów świata chrześcijańskiego. Pierwszy etap wynoszenia ich na ołtarze miał miejsce 10 lipca 1947 roku w opactwie westminsterskim, w którym odbyła się prowadzona przez króla Jerzego VI ceremonia odsłonięcia witraży upamiętniających lotników uczestniczących w bitwie o Wielką Brytanię.

Każdy mit, jako taki, odwołuje się do głębokich potrzeb psychologicznych, dlatego też potrafi oprzeć się próbie czasu. W naszym przypadku zgadza się nawet poetyka tej historii, charakteryzująca się rytualnymi powtórzeniami typowymi już dla homeryckich epopei: wedle tego języka Wielka Brytania i Francja dysponują wojskami, marynarkami i siłami powietrznymi, Niemcy tymczasem korzystają z „machiny wojskowej” i „niszczycielskiej siły” (ang. juggernaut). Gdy mowa o bombowcy Ju 87 Stuka (sztukas) bądź o myśliwcu dalekiego zasięgu Messerschmitt Bf 110, zawsze dodaje się, że są to „wielce zachwalane” (ang. much vaunted) niemieckie maszyny. Zgodnie z oxfordzkim słownikiem języka angielskiego czasownik to vaunt w znaczeniu ‚zachwalać, fanfaronować’ (to boast, to brag) należy do archaizmów i stanowi figurę retoryczną. Nigdy z tym słowem nie spotkałem się w żadnym innym kontekście — czy to w formie przekazu ustnego, czy też pisemnego.

Gdy już wyrosłem z lat szczenięcych, niespodzianie zdałem sobie sprawę, że moja wyspiarska ojczyzna, tak bohaterska w minionych czasach, bynajmniej nie wypada najlepiej, jeśli wziąć pod uwagę większość współcześnie obowiązujących kryteriów: brytyjska gospodarka szwankowała, związki zawodowe zdawały się nie ustawać w strajkowaniu, a politycy zajmowali się głównie wzajemnymi przepychankami. Przeszłość wydawała się o wiele bardziej pociągająca aniżeli teraźniejszość bądź przyszłość. Potem natomiast część okresu studenckiego spędziłem w Republice Federalnej Niemiec, która w moich oczach jawiła się jako kraj czysty, zamożny i zdyscyplinowany. W zestawieniu z tym nieustanne przywoływanie Churchillowskiej legendarnej „najwspanialszej chwili” (ang. fines hour) nie wydawało mi się już tak podniosłe, lecz raczej coraz bardziej żenujące. Skoro rok 1940 uchodzi za moment przełomu, to należałoby sobie odpowiedzieć na pytanie, co się wówczas tak naprawdę wydarzyło i jakie przymioty cechowały ludzi tamtej epoki? No i — gdzie też się one podziały?

W latach osiemdziesiątych XX wieku ukazała się niejedna książka, która usiłowała zakwestionować istnienie takowych wyjątkowych przymiotów. Clive Ponting w swoim dziele rozprawia się z idealistyczną wizją nie tylko podniebnych starć nad Wielką Brytanią, lecz także ewakuacji Dunkierki oraz wszystkiego co wydarzyło się w 1940 roku; Hubert R. „Dizzy” Allen obala legendę bitwy o Anglię; Corelli Barnett z kolei bezlitośnie wskazuje, że brytyjska gospodarka epoki Churchilla znajdowała się w opłakanym stanie, a nawet ośmiela się skierować demitologizujące ostrze krytyki w ikonę, jaką niewątpliwie jest samolot Spitfire. Wraz z nastaniem lat dziewięćdziesiątych nadszedł kres pomnikowego wizerunku premiera Winstona Churchilla — niektórzy historycy zaczęli podważać sensowność jego decyzji o kontynuowaniu wojny, zważywszy na związane z tym obciążenia ekonomiczne. W powietrzu znów zaczął się unosić i dawać o sobie znać kapitulancki duch lorda Halifaksa.

Niektórzy z owych rewizjonistów bardzo powierzchownie rozumieją słowo „mit”. Wyrażenie to jest przez nich używane jako synonim wyrazu „nieprawda” i zazwyczaj przeciwstawiają je „rzeczywistości”. Wspomnieni tutaj autorzy w charakterystyczny dla siebie sposób łączą pewne fakty, które w ich przekonaniu są równoznaczne ze zdemaskowaniem mitu. Jednakże, jak trafnie zauważa Angus Calder, napotykają oni na niemożliwy do obalenia Fakt Główny: Brytyjczycy, być może „w rzeczywistości” strachliwi i nieudolni, koniec końców w bitwie o Anglię odnieśli zwycięstwo. Mitu nie należy więc rozważać w kategoriach słuszności bądź niesłuszności: traktuje on o pewnej historii, która wyłania się ze wszystkich faktów razem wziętych. To opowieść o tożsamości grupowej oraz o wartościach kolektywnych. Mit może zostać podważony dopiero po przedstawieniu alternatywnego wyjaśnienia, jak oraz dlaczego historia potoczyła się w określony sposób.

Stephen Bungay Bitwa o Anglię, tłum. Jan Wąsińśki, Znak 2010



Kategorie