Cytaty

Archive for Maj 2011

Spirytualizm

Posted on: Maj 30, 2011

Na emeryturze świeżo upieczony baron poświęcał gros czasu na poszerzanie wiedzy w zakresie spirytualizmu. W październiku 1942 roku został honorowym gościem na kolacji wyprawionej w dawnym pałacu Savoy dla pilotów walczących podczas bitwy o Anglię. W trakcie przemówienia zdradził zgromadzonym, że jest w stałym kontakcie z ich nieżyjącymi towarzyszami broni, którzy są w dobrej formie i zupełnie szczęśliwi. Jego drodzy chłopcy — ci żywi i obecni na sali — uznali, że ich dawny szef doznał pomieszania zmysłów.

Stephen Bungay Bitwa o Anglię, tłum. Jan Wąsiński, Znak 2010

Reklamy

[…] (bo był to ten krzepki i, mimo wszelkich dramatów ludzkich i zaświatowych pragnień, jasny czas średniowiecza, kiedy jeszcze przedkładało się wyraźnie chrześcijańską ars vivendi nad chrześcijańską ars moriendi, „sztukę dobrego życia” nad sztukę „dobrego umierania”) […]

Zbigniew Mikołejko Żywoty świętych poprawione, WAB 2000

Trzeba wreszcie powiedzieć, że w dzisiejszym Kościele — czego w Polsce nie chce się raczej pamiętać — kult świętych jest wprawdzie dozwolony i pożyteczny, ale nie stanowi on wcale obowiązku jednostki, jak mówi o tym wyraźnie m.in. soborowa konstytucja Gaudium et spes (nr 50 i następne).

Zbigniew Mikołejko Żywoty świętych poprawione, WAB 2000

Od dawna nęka mnie pytanie: dlaczego piszę? Nie dlaczego piszą inni, bo to ich sprawa. Ale dlaczego piszę ja, który uważam, iż świat zalewa mętna, powodziowa fala zadrukowanego papieru, który lubię lasy, a nie lubię celulozy, który uważam pisanie za czynność bezwstydną, prawie zawsze jałową i na ogół pozbawioną sensu.

Roman Zimand Piołun i popiół, czy Polacy i Żydzi wzajemnie się nienawidzą? Biblioteka Kultury Niezależnej, t. 8, Oficyna Wydawnicza „Pokolenie”, Warszawa 1987

Po latach Miłosz zastanawia się, „czy rzeczywiście taka była wtedy ulica warszawska. I była, i nie była. Była, bo w okolicach getta kręciły się karuzele, i nie była, bo w innych okolicach, w innych momentach Warszawa była inna, więc nie chodzi o jakieś oskarżanie”. Wiersz — powiada — jest „publicystyczny”, czyli nadto jednoznaczny, za łatwo pozwala wyciągnąć wnioski. Coś upraszcza, upraszczając zaś, uspokaja… Gorzej: poeta odkrywa, że napisał wiersz „bardzo niemoralny”. Dlaczego? Bo — cytuję — „pisany o umieraniu z pozycji obserwatora”. I rzeczywiście: tak jest ten wiersz napisany, że ten, który mówi — czyli poeta — wychodzi obronną ręką. Jedni umierają, drudzy się bawią, on zaś „wznieca bunt” swoim słowem i odchodzi, zadowolony, że piękny wiersz napisał… Czuje więc po latach, że się łatwo wykręcił. W zestawieniu z „horrorem”, jak mówi, pisanie okazuje się „niemoralne”: „Campo di Fiori” nie zdołało pokonać „konfliktu życia ze sztuką”. Miłosz dodaje więc na usprawiedliwienie, że wiersz powstał „jako zwyczajny odruch ludzki wiosną 1943 roku” i, oczywiście, zgodzimy się chętnie, że był to piękny, szlachetny odruch. W tę okropną Wielkanoc uratował on — jak ktoś ładnie napisał — „honor polskiej poezji”. Ale razem z poetą czujemy, że ostatnie słowo nie zostało powiedziane.

Jan Błoński Biedni Polacy patrzą na getto, Tygodnik Powszechny, nr 2 z 11 stycznia 1987.

Nacjonalizm

Posted on: Maj 21, 2011

Po pierwsze: nacjonaliści wszystkich kolorów wierzą, iż człowiek jest zdeterminowany swoją przynależnością narodową. Ona w decydującej mierze wyznacza jego wrażliwość, styl bycia, stan umysłu, tak że w obrębie jednej nacji, mimo wszystkich różnic klasowych czy nawet religijnych, istnieje wspólna, jednocząca zasada zacierająca znaczenie indywidualnych cech jednostek.

Po drugie: naród pojęty jest na podobieństwo organizmu. Ma własne, sobie tylko właściwe cechy i zasady funkcjonowania. Ten, kto urodził się w danym narodzie, winien te zasady realizować, aby móc spełniać swoje powołanie. Wszystkie instytucje, od państwa i prawa począwszy, na rodzinie skończywszy, ukazują swój sens i znaczenie w tym stopniu, w jakim służą narodowym celom i z nich wyrastają; te zostają wywiedzione z historycznej analizy kształtowania się narodu, z mistycznego niemal wejrzenia w jego istotę.

Po trzecie: zależność jednostki od narodowej tradycji wynika tylko z tego, że naród jest jej właściwością i nią samą zarazem tak, że w nim człowiek znajduje swoje schronienie i swoją istotę, osiągnięcie szczęścia, osobiste spełnienie możliwe jest tylko przez pełne złączenie się z celami narodowymi i całkowitą wobec nich uległość.

Po czwarte: nacjonalizm polityczny zakłada, że w sytuacji konfliktu między celami ogólnoludzkimi, jak prawda, dobro, miłość bliźniego, a celami narodowymi pierwszeństwo mają oczywiście te ostatnie. U podstaw tej doktryny stoi zasada świętego egoizmu, której sens, jak sądzę, daje się zamknąć w stwierdzeniu: jeżeli moja nacja, z której się wywodzę, która dała mi życie, ma się rozwijać, ma umacniać swoją pozycję, wybierać winienem zawsze lojalność wobec swoich, nawet za cenę konfliktu z religią, Kościołem, czy jakąkolwiek etyką uniwersalną.

Paweł Śpiewak Szoah, drugi upadek, Więź, lipiec-sierpień 1986.

Nie chodziłoby w nim już tylko o grupy ludności mówiące innymi językami i należące do odmiennej kultury, ale również o etnicznie tożsame, ale tak dalece różniące się hierarchią wartości od trzonu narodu, że wypadałoby uznać je za „inne narody”. Te swoiste „mniejszości narodowe” mogą być formacjami trwałymi i nawet w jakiś sposób zinstytucjonalizowanymi (nie mam tu na myśli efemerycznych grup reprezentujących młodzieżową kontrkulturę).

Stefan Wilkanowicz Antysemityzm, patriotyzm, chrześcijaństwo, Znak, nr 2-3 (339-340), luty-marzec 1983.