Cytaty

Archive for Styczeń 2016

W każdej chwili Goeben mógł wymknąć siępoza zasięg (10 000 jardów) 16 12-calowych dział, wystrzeliwujących amunicję o masie niemal 3-krotnie przekraczającej ich wagę.

Robert K. Massie, Stalowe fortece, t. 1, tłum. Marek Perzyński, Finna, 2014

PS.
Błąd tłumacza. W oryginale jest (Robert K. Messie, Castles of Steel, Jonathan Cape, 2004):

At any moment, the Goeben could have been smitten at under ten thousands yards range by sixteen 12-inch guns firing nearly treble her own weight of metal.

Czyli powinno być:

W każdej chwili Goeben mógł wymknąć się poza dziesięć tysięcy jardów — zasięg szesnastu 12-calowych dział, wystrzeliwujących amunicję trzykrotnie przekraczają wagę jego własnych pocisków.

W wielkim kłopocie znajduję wszystkie religie, kiedy chodzi o to, aby dać pojęcie o przyszłych rozkoszach ludzi, którzy poczciwie żyli. Łatwo jest przestraszyć złych szeregiem kar, które im grożą: ale ludziom cnotliwym nie wiadomo co przyrzekać. Zdaje się, że w naturze rozkoszy leży, aby były krótkotrwałe; wyobraźnia z trudem może sobie wyroić inne.

Spotykałem opisy raju, zdolne odstraszyć wszystkich rozsądnych ludzi. Jedni każą szczęśliwym cieniom grać wciąż na flecie; drudzy skazują je na męczarnię nieustannej przechadzki; inni wreszcie, którzy każą im w niebie marzyć o kochankach tutejszego padołu, nie zgadują, że sto milionów lat jest to przeciąg czasu wystarczający, aby odjąć sak tym miłosnym niepokojom.

Przypominam sobie opowieść słyszaną z ust człowieka, który bywał w kraju Mogoła; wskazuje ona, że kapłani indyjscy nie mniej od innych jałowi są w rojeniach o rozkoszach raju.

„Pewna kobieta, która postradała męża, przyszła uroczyście do wielkorządcy z prośbą, aby ją kazał spalić; ale ponieważ w krajach podległych mahometanom tępi się, o ile można, ten okrutny zwyczaj, gubernator odmówił stanowczo.

Kiedy ujrzała, że prośby te są daremne, wpadła w istny szał:

— Patrzcie — wołała — jak tu szanują wolość! Biedna kobieta nie może nawet dać się spalić, kiedy ma ochotę! Widział kto coś podobnego? Matki, ciotki, siostry, wszystkie dały się popalić! A kiedy przychodzę prosić tego przeklętego burmistrza o pozwolenie, gniewa się i krzyczy jak wściekły.

Znalazł się tam przypadkiem młody bonza. — Człowieku niewierny — rzekł doń namiestnik — czy ty wszczepiłeś owo szaleństwo w umysł tej kobiety?

— Nie — odparł — nigdy z nią nie mówiłem: ale jeśli chcesz posłuchać mego zdania, pozwól jej dokonać ofiary. Spełni uczynek miły bogu Brahmie; jakoż spotka się z sowitą nagrodą, odnajdzie bowiem na tamtym świecie małżonka i rozpocznie z nim powtórne życie.

— Jak powiadacie? — rzekła kobieta zdumiona. — Odnajdę męża? Oho, nic z palenia. Był zazdrosny, uprzykrzony i zresztą tak stary, że jeśli bóg Brahma nie odświeżył go cokolwiek, nie jestem mu z pewnością potrzebna. Ja miałabym się palić dla niego!… ani nawet końca palców, choćbym go tym miała wyciągnąć z samego dna piekieł… Dwaj starzy bonzowie, którzy wmawiali to we mnie, a którzy wiedzieli, jak z nim żyłam, niegłupi byli powiedzieć mi całą prawdę: ale jeśli bóg Brahma tylko takim podarkiem może mnie uszczęśliwić, wyrzekam się tego błogosławieństwa. Panie, namiestniku, zostaję mahometanką. A pan — rzekła spoglądając na bonzę — jeśli masz ochotę, możesz iść, opowiedzieć memu mężowi, że mam się bardzo dobrze”.

Charles de Montesquieu, Listy perskie, tłum. Tadeusz Boy-Żeleński, CIL Polska — Kolekcje Sp. z o.o., 2000 (wg wydania KiW, 1951)

 

Mamy obowiązek upominania braci, nie otrzymaliśmy natomiast takiego nakazu co do ludzi spoza Kościoła. Dlatego Paweł powiada: „Jakże mogę sądzić tych, którzy są poza nami?” (1Kor 5, 12) (św. Jan Złotousty)

Ewangelia Ojców Kościoła, red. św. Tomasz z Akwinu, tłum, Jacek Salij OP, W drodze, 2001

— Czy można kilka słów?
— Pan na pewno chce ze mną? Przecież to oni wygrali.
— Wiem. Ale ja tak ogólnie.
— No dobra. Słucham. […]
— Pan jest jakiś inny — dukam.
— Że nienormalny? Ktoś mi to mówił. Dawno.
— Nie, przeciwnie. Panu nie zależy aż tak bardzo.
— Przeciwnie, bardzo mi zależy. Może tylko nie na tym samym.
— A na czym?
— Na życiu. Lubię żyć. Radośnie, cieszyć się. Dlatego gram. Zawsze dlatego grałem.
— A wygrywać?
— Strasznie lubię. Ale to już coraz trudniej. Więc sobie wymyśliłem, że skoro trudno mi wygrywać całe mecze, to mogę się cieszyć, jak wygram jedną piłkę. A całego gema albo seta — to już wielka frajda.
— A nagrody?
— Bardzo lubię. Przez jakiś czas żyłem z tenisa. I go też kochałem. Ale chyba nie po to głównie grałem. Teraz też zarabiam tenisem, ale mogę się tak bardzo o to nie troszczyć.
[…]
— Jeszcze jedno pytanie. Bardziej osobiste. Może zresztą banalne. Można?
— Można każde.
— Co panu dał tenis? Czego pana nauczył?
Zastanawia się przez chwilę. Znów zdziwione oczy. Wreszcie mówi:
— Widzi pan. To są dwie rzeczy. Jak zacząłem naprawdę grać, to szybko doszedłem do wniosku, że każda piłka jest ważna. I zaraz do drugiego. Że tak naprawdę żadna z nich nie jest najważniejsza. Ani piłka, ani gem, ani mecz. I to mi zostało. Myślę, że tak jest w życiu.

Wiktor Osiatyński (w rozmowie z Johnem Newcombem) za Antologia polskiego reportażu 100/XX, tom. 3, red. Mariusz Szczygieł, Czarne, 2015

Błędne jest twierdzenie, jakoby było wbrew interesom władcy cierpieć w państwie kilka religii. Choćby nawet wszystkie sekty świata w nim się zebrały, nie przyniosłoby mu to szkody, gdyż nie ma wśród nich ani jedne, która by nie zalecała posłuszeństwa i uległości.

Przyznaję, że dzieje pełne są wojen religijnych: ale jeśli dobrze zważyć, nie różność religii wydała te wojny, ale duch nietolerancji, ożywiający wiarę, która uważała się za panującą.

Charles de Montesquieu, Listy perskie, tłum. Tadeusz Boy-Żeleński, CIL Polska, 2000 (za KiW, 1951)