Cytaty

Archiwum autora

Tak naprawdę w 1930 r. wyborcy nie oczekiwali od Partii Nazistowskiej niczego konkretnego. Oni protestowali przeciwko niepowodzeniom Republiki Weimarskiej. Ponadto wielu z nich, zwłaszcza ci z rejonów wiejskich i małych miasteczek, właściciele niewielkich zakładów, rodziny konserwatywne kulturowo, grupy wiekowo starsze, czy też przedstawiciele klasy średniej z politycznie nacjonalistycznych środowisk, mogło chcieć zaznaczyć swe wyobcowanie wobec kulturalnej oraz politycznej nowoczesności, której symbolem była Republika, pomimo że w wielu aspektach naziści również prezentowali nowoczesny wizerunek. Ogólnikowość programu nazistów, jego symboliczna mieszanka sterego z nowym, jego eklektyczny, często niespójny charakter, w dużej mierze pozwalał ludziom odczytywać go wedle własnego uznania i przymykać oko na wszystko co mogłoby ich w nim niepokoić. Liczni wyborcy nazistów z klasy średniej godzili się z ich przemocą oraz ulicznym bandytyzmem przypisując go skutkom nadmiernych pokładów młodzieńczego zapału i wigoru.

Richard J. Evans, Nadejście Trzeciej Rzeszy, tłum. Mateusz Grzywa, Napoleon V, 2015

Reklamy

Panował wówczas istny rowerowy szał. Popularne w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych bicykle z ogromnym przednim kołem zostały już wyparte przez tak zwane „bezpieczne rowery” z kołami tych samych rozmiarów. Rowery ogłoszono „dobrodziejstwem dla ludzkości”, wychwalano ich urodę i głoszono, że są zbawienne dla ciała i ducha, zapewniają ogólną witalność oraz życiowy optymizm. Z entuzjazmem wyrażali się o nich lekarze — pewien doktor z Filadelfii zakończył swój artykuł w piśmie medycznym słowami: „jeśli chodzi o aktywność fizyczną, zarówno dla mężczyzn, jak i dla kobiet rower stanowi jeden z najwspanialszych wynalazków XIX wieku”.

Nie brakowało jednak głosów sprzeciwu. Uważano, że moda na rowery pociąga za sobą zagrożenia natury moralnej. Do tej poery dzieci i młodzież nie były w stanie zbytnio oddalić się same od domu. Teraz, jak ostrzegało jedno z pism, w ciągu piętnastu minut mogły pokonać odległość wielu mil. Twierdzono też, że z powodu rowerów młodzi ludzie za mało czasu poświęcają lekturom, i straszono, iż wypadom za miasto „wcale nierzadko towarzyszy uwodzenie dziewcząt”.

David Mccullough, Bracia Wright, tłum. Agnieszka Wilga (Lakatos), Czarne 2018

A people who mean to be their own Governors, must arm themselves with the power which knowledge gives.

James Madison

Wszystkie powyższe idee przemawiały do młodych ludzi. „Jeśli w 1914 roku młodzież rywalizujących ze sobą krajów nawoływała do wojny — przekonuje historyk Michael Howard — to dlatego, że przez okres życia całego pokolenia lub nawet dłużej uczono ją wołać”. Straszliwe wspomnienia dręczące francuskich i niemieckich weteranów z lat 1870-1871, koszmar rosyjskich żołnierzy, którzy w latach 1904-1905 przeżyli tragiczną wojnę z Japonią, ledwie przebiły się do świadomości nowej generacji. Młodzi gloryfikowali ideał poświęcenia władznego życia, który sędziwi przedstawiciele klas rządzących — politycy, dziennikarze i duchowni — uwznioślali, posłuszni tradycyjnemu, bezrefleksyjnemu odruchowi.

Paul Ham, 1914. Rok końca świata, tłum. Adam Tuz, Prószyński i S-ka, 2015

Pomimo tego, że Hitler wielokrotnie upierał się, iż polityka jest sprawą mężczyzn, pojawiła się nazistowska organizacja kobieca, samozwańczy Niemiecki Zakon Kobiet, założony w 1923 r. przez Elsbeth Zander, przyjęty w poczet „oddziałów” Partii Nazistowskiej w 1928 roku. Policja oceniała, że pod koniec dekady liczba jego członkiń osiągnęła 4000, czyli stanowiły ponad połowę wszystkich 7625 członków Partii Nazistowskiej. Niemiecki Zakon Kobiet był jedną z owych pełnych paradoksów organizacji kobiecych, które głośno i aktywnie działały na rzecz usunięcia kobiet z życia publicznego: był wojowniczo antysocjalistyczny, antyfeministyczny i antysemicki. Jego praktyczna działalność obejmowała prowadzenie kuchni wydających zupy dla brunatnych koszul, pomoc przy akcjach propagandowych, ukrywanie broni i sprzętu nazistowskich bojówek paramilitarnych, gdy te znalazły sie na celowniku policji, oraz zapewnianie opieki rannym aktywistom poprzez jego podorganizację „Czerwoną Swastykę”, nazistowską wersję Czerwonego Krzyża.

Richard J. Evans, Nadejście Trzeciej Rzeszy, tłum. Mateusz Grzywa, Napoleon V, 2015

„Armie sporządzają plany” — tymi słowy John Keegan rozpoczyna swoją wspaniałą książkę poświęconą historii I wojny światowej. Chce przez to powiedzieć, że wojskowi za wczasu nanoszą na mapy swoje operacje i ich scenariusze. Jeśli spojrzeń na to szerzej, planują wojnę: szkolą i wyposażają żołnierzy, organizują system transportu, studiują teren, opracowują operacje i strategie, gromadzą zapasy uzbrojenia. Stanowi to oczywisty element samoobrony każdego kraju. Jednakże ten sam fakt, o którym Keegan czuje się zobowiązany wspomnieć, stanowi zbawienne przypomnienie prawy, że wojny nie zdarzają się same z siebie; wojny są rezultatem decyzji podejmowanych zwykle przez wąskie grupy możnych ludzi w podeszłym wieku, a nie zrządzeniem Boga, Darwina czy jakichś „-izmów”, takich jak nacjonalizm, czy patriotyzm.

Paul Ham, 1914. Rok końca świata, tłum. Adam Tuz, Prószyński i S-ka, 2015

Przerażająca jest wizja uniformistycznej cywilizacji światowej, z tymi samymi wszędzie wieżowcami i systemami autostrad, z tymi samymi stylami myślenia w sztuce, muzyce, ubiorach, tymi samymi sposobami myślenia — zarówno konformistycznego, jak opozycyjnego — tymi samymi środkami ucieczki od życia. Praktyka uczy, jak często taka uniformizacja, od której nie ma ucieczki, wyjaławia umysł ludzki, pcha go do odruchów rozpaczy.

Benedykt Zientara, Świt narodów europejskich, Wydanie drugie, PIW, 2017


Reklamy