Cytaty

Archive for Styczeń 2012

I już nie zasnąłem, a tylko nastawiłem płytę z czternastym kwartetem — beethovenowskim. Bach? Nie, Bach nie… Bacha właściwie nie lubię… oni, nowoczesna muzyka, kiedyś dostrzegą przez swoje binokle, że Bach nie był drogowskazem należytym i doprowadził ich do plajty. Uwielbiacie go, bo stać was jedynie na matematykę, kosmos i czystość — o, dręczy i męczy ta blada, astronomiczna wasza twarz! Dostępujecie niebios, ale zgubiliście ziemię — eunuchy! Zakochani w Abstrakcji, zapomnieliście że śpiew służył do oczarowania samiczki, i już nic nie wydobędzie was z waszej Muzyki jako takiej, której oddaliście się w braku czegoś innego. Koniec. Kropka. Co do Beethovena, to i mnie przejadły się te symfonie, orkiestra jego nie potrafi mnie na dobre wciągnąć i osaczyć — ale kwartety ostatniego okresu, gdzie dźwięk jest trudny, te brzmienia już pograniczne i nawet przekraczające granicę… O, czternasty kwartecie!

Jeśli z takim cię słucham poruszeniem, to chyba, że obfitujesz tyleż w zmysłowe rozlubowanie się formą, ile w gwałt tejże formie zadawany w imię… chciałem powiedzieć w imię Ducha, ale powiem w imię twórcy. Gdy bowiem, szczycie i korono kwartetów, twoje cztery instrumenty co chwilę rozśpiewane swymi zespoleniami, sięgają po najbardziej upajające harmonie i wiją się w lubieżnych modulacjach, to jednak, co chwila też, dłoń surowa a nawet brutalna i oschła gwałci ową rozkosz i zmusza was do przeraźliwych ostrości, nagłych skoków, oraz do twardej oszczędności wyrazu, wytężonego w strefie metafizyki, ascetycznego, rozpiętego miedzy najwyższymi a najniższymi rejestrami, zasłuchanego w jakieś dalsze i wyższe urzeczywistnienia. Naraz ucichło. Płyta się skończyła. Kropka i punkt.

Witold Gombrowicz Dzienniki (1957-61), t. II, Wydawnictwo Literackie 2004

Reklamy

Huzia na rząd! Wszyscy są zawsze w opozycji i rząd zawsze winien. Po obaleniu Perona idylla wywaliła się na ulice — radość i rozczulenie ze sztandarami. Ale to trwało tydzień. Po tygodniu powstało 20 dzienników opozycyjnych z olbrzymimi tytułami: RZĄD ZDRADY, NOWA TYRANIA, GODNOŚĆ LUB ŚMIERĆ, DOŚĆ HAŃBY. Po trzech miesiącach biedny generał Aramburu, prezydent, nie miał chyba ani 10% wyznawców (dopiero gdy ustąpił orzekli, że to był jednak porządny człowiek).

Gdy potem Frondizi został wybrany przygniatającą większością, znów radość — i znowu po paru miesiącach: „zdrajca”, „sprzedawczyk”, „tyran”… To były najdelikatniejsze komplementy…

Witold Gombrowicz Dzienniki (1957-61), t. II, Wydawnictwo Literackie 2004

Kazano wsiąść do pierwszego wózka człowiekowi, który na razie był jeszcze hrabią d’Harcourt. Nie obyło się bez trudu. Półtora kwintala i związane ręce. Potrzeba było czterech sierżantów, aby go wesprzeć i podsadzić. Na wózku leżała słoma i stał pień.

Maurice Druon Kiedy król gubi kraj, tłum. Anna Jędrychowska, MUZA SA. 2001

Chętnych do jazdy w orszaku Hitlera było tymczasem ponad dwudziestu partyjnych notabli, którzy ani myśleli ustąpić jakiemuś marnemu pułkownikowi. Dwa czołgi, którym Rommel polecił zablokować ulicę, przekonały ich do zmiany zdania. Tego dnia Rommel po raz pierwszy w swojej karierze użył pojazdów pancernych. Wieczorem odebrał od Hitlera gratulacje.

Terry Brighton Gry wojenne (Patton, Monty i Rommel) tłum. Anna Sak, Znak 2011

Francuzi podobają mi się bardziej niż Anglicy, może dlatego, że nie piją herbaty.

George S. Patton jr. za Terry Brighton Gry wojenne (Patton, Monty i Rommel) tłum. Anna Sak, Znak 2011

Krowa

Posted on: Styczeń 4, 2012

Spacerowałem po alei eukaliptusowej gdy wtem zza drzewa wylazła krowa.

Przystanąłem i spojrzeliśmy sobie oko w oko.

Jej krowiość zaskoczyła do tego stopnia mą ludzkość — ten moment, w którym spojrzenia nasze się spotkały, był tak napięty — że stropiłem się jako człowiek, to jest w moim ludzkim gatunku. Uczucie dziwne i bodaj po raz pierwszy przeze mnie doznane — ten wstyd człowieczy wobec zwierzęcia. Pozwoliłem żeby ona spojrzała na mnie i zobaczyła mnie — to nas zrównało — wskutek tego stałem się także zwierzęciem — ale dziwnym, powiedziałbym nawet, niedozwolonym. Poszedłem dalej podejmując przerwany spacer, ale poczułem się nieswojo… w naturze, która osaczała mnie zewsząd i jakby… oglądała mnie.

Witold Gombrowicz Dzienniki (1957-61), t. II, Wydawnictwo Literackie 2004