Cytaty

Niwelacja dotyczyła także bogactwa grup etnicznych Europy, zachodniej Azji i północnej Afryki, które zostały podporządkowane przez Rzym. Myśliciele rzymscy dostrzegali ten problem, widzieli nawet krzywdy doznawane przez ujarzmiane ludy, ale całość procesu oceniali pozytywnie. Rzymianie wprowadzali porządek w świat chaosu, zapobiegali bezmyślnej wojnie „wszystkich przeciw wszystkim” — stwierdzał Tacyt. Wtórował mu św. Augustyn, którego nie sposób posądzić o bezmyślny szowinizm. „Czyż doprawdy Rzymianie zaszkodzili w jakiś sposób ujarzmionym przez się narodom, gdy narzucili im swe prawa? Chyba jedynie przez to, iż dokonali podboju za cenę olbrzymiego przelewu krwi w czasie wojen”. Po czym Ojciec Kościoła stwierdza, że lepiej byłoby, gdyby Rzymianie opanowali świat za zgodą ludów go zamieszkujących.  Jak już stwierdziliśmy, jedynie Orozjusz we wstępie do V księgi swej Historii zdobył się na refleksje nad skutkami „miserabilis vastatio multarum et bene institutarum genitum”. Nie dostrzegano, ile źródeł kultury, ile bogactwa spontanicznej twórczości znikło pod wyrównującym wszystko walcem grecko-rzymskiej cywilizacji.

Benedykt Zientara, Świt narodów europejskich, Wydanie drugie, PIW, 2017

Reklamy

Istnienie tego tworu zależne było od rezultatu starcia między Plantagenetami a Kapetyngami we Francji. Albo — jak się w rzeczywistości stało — Kapetyngowie usuną rywali z kontynentu i Plantageneci staną się tylko królami Anglii, albo ci ostatni usuną Kapetyngów z tronu Francji i stworzą wielkie francuskie imperium, obejmujące również wyspę; albo też podział Francji utrwali się i powstaną dwa francuskojęzyczne państwa, które w dalszym ciągu mogą się połączyć. Tylko w tym pierwszym wypadku Anglia mogła pozostać Anglią.

Benedykt Zientara, Świt narodów europejskich, Wydanie drugie, PIW, 2017

W ścisłym związku z państwem lub jego tradycją jest historia drugim ważnym czynnikiem kształtowania się wspólnoty narodowej, przy czym słusznie, jak podkreślił Halvdan Koht wspomnienia wspólnych klęsk cementowały naród silniej niż dzieje sukcesów. Jak dla Francuzów świętością było wspomnienie o heroicznej klęsce Rolanda w wąwozie Ronceveaux, a dla Walijczyków — bohaterskie, choć nieszczęśliwe zmagania z najeźdźcami anglosaskimi, tak dla Norwegów ogromne znaczenie miała tragiczna postać Olafa Tryggvasona i klęska pod Svolder w 1000 roku. Pamięć o klęskach pozwala utrzymać niechęć czy nienawiść do „dziedzicznych wrogów” i pogłębiać świadomosć różnicy między dziedzicami tradycji, określanymi w kronikach zaimkiem „my”, a sąsiadami.

Benedykt Zientara, Świt narodów europejskich, Wydanie drugie, PIW, 2017

Na prawo dostrzegamy pomnik Mikołaja Kopernika, ufundowany i zaprojektowany w 1822 przez ks. Sebastiana Sierakowskiego […], będący hołdem Uniwersytetu Jagiellońskiego dla swego największego ucznia. Pomnik został odsłonięty w 1823. […] Pamiętać trzeba, że pomnik stanął w kolegiacie uniwersyteckiej po przeszło sześćdziesięciu latach od uchylenia przez Stolicę Apostolską klątwy, którą obłożono teorię i dzieła Kopernika, a przed zdjęciem jego pism z indeksu kościelnego. Ustawienie pomnika w kolegiacie św. Anny świadczy o dużej odwadze profesorów krakowskich, podczas gdy zorganizowane w kilka lat później odsłonięcie pomnika Kopernika w Warszawie episkopat Królestwa Polskiego zignorował.

Michał Rożek, Przewodnik po zabytkach i kulturze Krakowa, PWN 1993

Człowiek cnotliwy zawsze zaskakuje swą inwencją. Jest nieprzewidywalny w swej ofiarności. Nie funkcjonuje jak maszyna. Nie myśli ciągle o złu, które chce potępiać, tylko jest pomysłowy w wynajdowaniu sposobów realizacji dobra. Ludzie cnotliwi są czynni, społecznie zaangażowani i osobiście odpowiedzialni. Nie marzą o państwowych dotacjach, nie mają postawy roszczeniowej, tylko ofiarowują czas, pieniądze i osobistą energię w sprawy, które postrzegali jako ważne, godne uwagi i darmo danej pracy.

Wojciech Giertych OP., w Dominikanie o siedmiu darach Ducha Świętego, W drodze, 2017

O pułapkach czyhających na zwycięzcę mogłem się przekonać w roku 1945 w Niemczech, po sforsowaniu Nysy. Trzeba dużo odporności, a także umiejętności spojrzenia na siebie z boku, żeby wyjść z takiej próby bez wstydu. Ale jeśli się udało, pozostaje coś na całe życie, jak kapitał, z którego można czerpać. Dopiero dzisiaj zdaję sobie sprawę, że nigdy nie zostałem tak bezwzględnie zmuszony do zmierzenia się z sobą, do sięgnięcia w głąb samego siebie, jak wtedy i tam.

Presja i pokuta, jakiej został poddany młody Niemiec, który znalazł się w naszym kraju w charakterze zwycięzcy, rozgrzeszony z góry przez Fuhrera z każdego nadużycia, upatrzony przez niego na pana podbitych mas — nie wiem, czyśmy się nad tym zastanawiali. Nie idzie mi tu o zawodowych morderców czy przekonanych i porwanych kultem wodza hitlerowców — aż takim humanistą nie jestem — idzie mi właśnie o przeciętnego młodego Niemca z tak zwanej przyzwoitej rodziny o pewnych liberalnych tradycjach. Nagle wszystko mu wolno, buta i przemoc są zalecane, przeciwko sobie ma polskich podludzi, wrogów, których trzeba ujarzmić. Po to, żeby taki „porządny Niemiec” zachował się naprawdę przyzwoicie, musiał być w dwójnasób porządny.

Wprawdzie nam nikt nie wmawiał, że jesteśmy herrenvolkiem i nikt z niczego nie miał zamiaru nas rozgrzeszać, nie znaczy to wcale, że nasza sytuacja była łatwa. Bo i my przeciw sobie mieliśmy wroga — tych samych nadludzi, którzy nas mordowali — i na domiar pałaliśmy żądzą zemsty. Na kim? Ci wrogowie, na których natykaliśmy się w zajmowanych miejscowościach, to były najczęściej wylęknione i zrezygnowane kobiety, otumanieni starcy, wygłodniałe dzieci. Jeśli trafił się jakiś młody człowiek, to najchętniej mówił Hitler kaputt i przyznawał nam wszystkim rację. Modne jest dzisiaj wyrażenie „sprawdzić się”; młodzi ludzie mówią, że zrobili to czy tamto, bo chcieli się sprawdzić. Otóż myśmy się tam też sprawdzali, powstrzymując się od robienia pewnych rzeczy — sprawdzaliśmy sie w ten sposób bardziej, niż gdybyśmy uczestniczyli w jakimś pociągającym szaleństwie.

Byłoby to jeszcze trudniejsze, gdyby nie istniało na tym padole coś takiego jak zwykłe ludzkie współczucie. Na szczęście jest ono wpisane w nasze losy. I to ono pomagało wyprostować zagrożoną duszę…

Józef Hen, Nie boję się bezsennych nocy (t. I), W.A.B., 2013

Mam kolegę pisarza, który wyznał zagranicznemu dziennikarzowi, że w czasach „jugo-komunizmu” padł ofiarą prześladowań, jego książki nie mogły się ukazywać, a on sam siedział w więzieniu. Tymczasem kolega nigdy nie był więziony ani represjonowany, a wszystkie jego książki ukazywały się bez przeszkód. Nie sądzę, aby kłamał. Poddany uprawianemu przez media praniu mózgów, wystawiony na terror niepamięci i nacisk zbiorowości, dokonał po prostu nieświadomie retuszu i oto raz wypowiedziane kłamstwo stało się w ogólnym kontekście możliwą do przyjęcia prawdą. Zresztą o taką właśnie historię przyjechał dziennikarz. W swojej „zachodniej” głowie miał już gotowy stereotyp: opowieść o pisarzu prześladowanym przez dawny reżim komunistyczny ze szczęśliwym zakończeniem pod rządami nowej demokratycznej władzy.

Dubravki Ugrešić Kultura kłamstwa. Eseje antypolityczne, Wyd. Dolnośląskie, 1998*


*) Mam tylko wersję elektroniczną tytułowego eseju, nie mam więc informacji o tłumaczu. Esej powstał w 1993 roku.

Reklamy